Mój nienormalny kraj
Carlos Alberto Montaner
Kuba
chce dialogu z Europą, a nie chce z własną opozycją
Felipe Pérez Roque, szef MSZ Kuby,
przyjechał niedawno do Europy. Przyjechał prosić, by kraje europejskie nie
potępiły Hawany na trwającym w Szwajcarii - jak każdej wiosny - forum
Komisji Praw Człowieka ONZ. Czym Europa odpowiedziała? Na razie tym, co
zwykle. Czyli niczym, co by poruszyło kubański reżim.
Nie, minister wcale nie zaprzecza, że
na Kubie jest około trzystu więźniów politycznych (Roque nazywa ich
“agentami CIA”). Minister nie neguje też, że na Kubie wykonuje się wyroki
śmierci po poszlakowych procesach, aby “dać przykład” społeczeństwu. Ani że
od prawie pół wieku na wyspie łamane są wszelkie prawa osobiste i
obywatelskie gwarantowane w Karcie ONZ (jak to się zresztą nieodmiennie
działo w dyktaturach komunistycznych). Niemniej Felipe Pérez Roque prosił
Europę, aby przymknęła na to oko.
Co oferuje w zamian? Półgębkiem - tak,
żeby nie powiedzieć za dużo, bo w przeciwnym razie Fidel Castro
zdegradowałby go do stanowiska dozorcy parku, jak zrobił to z jego
poprzednikiem Roberto Robainem - Pérez Roque obiecuje, że opozycja mogłaby
być mniej uciskana, wskazuje na (bardzo niejasne) nadzieje na uwolnienie
niektórych więźniów i deklaruje wolę otwarcia czegoś na kształt
konstruktywnego dialogu z krajami Unii Europejskiej. Wzywa do rozmów,
przedstawiając dziwaczne żądanie: “Kuba chce być traktowana jak normalny
kraj”.
Aliści Kubę trudno uważać za normalny
kraj. W Europie i wszystkich poważnych krajach świata normalność definiowana
jest jako przestrzeganie demokratycznych reguł, pluralizm i poszanowanie
praw człowieka.
W normalnych krajach żaden dyktator nie
jest u władzy przez 46 lat, dziennikarze i niezależni intelektualiści nie są
więzieni. I nie stosuje się okrutnych represji wobec tych, którzy proponują
wizję społeczeństwa inną, niż ta arbitralnie narzucona jednej partii przez
jednego caudillo, czyli wodza.
W normalnych krajach rządy nie
organizują pogromów, by sterroryzować opozycję i zastraszyć nielojalnych.
Nie zatapia się łodzi wypełnionych uchodźcami - niedawno 42 ludzi: dzieci,
kobiet i mężczyzn zginęło na zatopionym celowo stateczku “13 del Marzo” - i
nie zestrzeliwuje się bezbronnych cywilnych samolotów nad wodami
eksterytorialnymi.
Dlatego Europie nie wolno ulec temu
obrzydliwemu szantażowi. Europa musi zrozumieć, że Castro używa więźniów
politycznych w taki sposób, w jaki porywacze wykorzystują zakładników:
stanowią oni walutę, za którą kupuje się względy zagranicy. Jeśli rząd
kubański narusza prawa człowieka, to musi zostać potępiony bez taryfy
ulgowej przed Komisją Praw Człowieka ONZ w Genewie. I przed każdym innym
forum, dokonującym moralnego osądu sytuacji na Kubie.
To naiwność sądzić, że kubańska
dyktatura rozluźni swój chwyt, jeśli Europa zignoruje zbrodnie popełniane na
wyspie. Europa nie może zapomnieć, że spośród 75 kubańskich demokratów
uwięzionych wiosną 2003 r., 61 nadal przebywa w więzieniu (pozostałej
czternastce zaoferowano tymczasowe i warunkowe zwolnienie). Co więcej, w tym
samym czasie uwięziono 21 dalszych opozycjonistów. Castro się nie uczy, nie
zmienia, nie łagodnieje. Jego dyktatura jest skostniała.
Najsensowniejsze, co Europa może zrobić
- podejmując propozycję dialogu złożoną przez Roque - to powiedzieć
kubańskiemu ministrowi, że jego rząd musi usiąść do rozmów z opozycyjnymi
demokratami, zanim zechce to zrobić z zagranicą.
Zwłaszcza że kubańscy dysydenci złożyli
nie jedną, ale dwie twórcze oferty negocjacji: pierwszy projekt nosi nazwę
“Dialog Narodowy” i został zaproponowany przez chrześcijańskiego
opozycjonistę Oswaldo Payá, laureata nagrody Parlamentu Europejskiego
imienia Sacharowa. Druga idea to “Zgromadzenie na rzecz Rozwoju
Społeczeństwa Obywatelskiego”, zwołane na 20 maja tego roku przez
ekonomistkę i byłą więźniarkę polityczną Marthę Beatriz Roque Cabello.
Jeśli rząd kubański chce pokazać wolę
naprawienia stosunków z zagranicą, to zamiast zasiadać do rozmów z
Europejczykami powinien zacząć rozmawiać z własnym narodem. Okazja do
negocjacji jest.
Wtedy przekonamy się, czy Pérez Roque
mówi prawdę.
Przeł. Michał Kuźmiński
CARLOS ALBERTO MONTANER, urodzony w
1943 r. w Hawanie, wyemigrował z Kuby w latach 60. Od 1970 r. mieszka w
Madrycie. Pisarz i publicysta, od 1992 r. wiceprzewodniczący Międzynarodówki
Liberalnej, wspomaga kubańską opozycję demokratyczną.
January 5, 2005
Imprimir
esta página